piątek, 20 lutego 2015

Umysł uzależniony



Na przełomie wieków ludzki świat ogarniać zaczęła epidemia uzależnień. Zjawisko to przybiera rozmiary i formy tak wielorakie, tak liczne, ogarnia takie masy ludzi, że nie sposób powziąć podejrzenia, że istota ludzka w swojej konstrukcji posiada jakiś podstawowy defekt, grzech pierworodny, który sprawia, że uzależnienie jest nam niezbędne do życia. Wydaje się, że nikt nie jest w stanie umknąć przed tą podstępną chorobą. Na każdego przychodzi kolej. To tylko kwestia czasu, okoliczności i kontaktu z czymś, co nas uzależnia - z naszym "uzależniającym alergenem". Porównanie do alergenu nie jest przypadkowe. Nie tylko dlatego, że zapadalność na uczulenia również przybiera epidemiczny wymiar, ale dlatego, że nasza reakcja na "uzależniacz", podobnie jak na alergen, często bywa dla nas całkowitym zaskoczeniem. Okazuje się , że uzależnić się możemy niemalże od wszystkiego. Rzesze uzależniających są nieprzeliczone. Epidemia zatacza coraz szersze kręgi, siejąc spustoszenie w naszych sercach i umysłach, w naszych związkach z ludźmi, w naszych relacjach ze światem. Sprawia, że albo się całkowicie izolujemy i nikt nie ma z nas żadnego pożytku, albo, co gorsza, uznajemy, że nasze uzależnienie jest najlepszą receptą na problemy świata i ludzi, i czynimy z niego zażarcie propagowaną ideologię. Ale najbardziej niebezpieczne jest to, że uzależnienie staje się dla nas zastępczą tożsamością, która uwalnia nas od konieczności poszukiwania naszej tożsamości prawdziwej. I tak np. alkoholik na pytanie "Kim jesteś?", odpowiada: "Jestem alkoholikiem". Koniec, kropka. Uzależniony od ideologii liberał czy socjalista odpowiada: "Jestem liberałem" albo "Jestem socjalistą". Uzależniony od religii swoje egzystencjonalne i duchowe wątpliwości uśpi zapożyczoną religijną tożsamością, zagubiony nastolatek odetchnie z ulgą, gdy będzie mógł o sobie pomyśleć, że jest kibicem piłkarskiego klubu. Podobnie rzecz się ma z uzależnionymi od statusu, pieniędzy, własnego wizerunku i wielu, wielu innymi, których nie sposób tu wymienić. W każdym razie owym grzechem pierworodnym, który skazuje nas wszystkich na uzależnienie, jest napawający nas nie uświadamianymi do końca przerażeniem i rozpaczą braku poczucia naszej prawdziwej tożsamości.
Uzależnienie ma pozory idealnego rozwiązania. Znieczula lęk i rozpacz, a jednocześnie zapełnia pustkę, jaka w nas po takim zabiegu pozostaje. Niestety, prędzej czy później, lekarstwo okazuje się gorsze od choroby. W dodatku masy uzależnionych ludzi gotowe są życiem zapłacić za swoją pozorną, zapożyczoną tożsamość, którą się odurzają. Gorączkowo poszukujemy konfliktu, aby potwierdzić w głębi  duszy wiecznie kwestionowane, nasze pozorne rozwiązanie. Uzależnienie zwycięskie nabiera bowiem na jakiś czas pozorów prawdy i odurza nas jeszcze mocniej. Dlatego wojna i konflikt są nieodwołalnie wpisane w nasz świat, w świat uzależnionych umysłów.
Aby wydostać się z tego błędnego koła, musimy przede wszystkim zdać sobie sprawę z tego mechanizmu, z tego, co robimy z naszym życiem. A potem odzyskać wiarę i nadzieje na odnalezienie naszej prawdziwej, jednoczącej wszystkich ludzi, tożsamości. Tylko nie wolno nam ustawać w zapytywaniu, w wątpieniu i w towarzyszącej temu pokorze aż do ostatnich chwil naszego życia. Wtedy uzależnienie nas nie dogoni, nie stanie się łatwą pokusą, a świat stanie się lepszy.

Wojciech Eichelberger (wstęp z książki - "Krótko mówiąc")

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz